Myanmar-Na ulicach Yangon cz.2-Spacer po mieście





    
    Kontynuujemy nasz spacer z portu do śródmieścia Yangon. Miejscem centralnym jest rondo, na środku którego stoi Sule Pagoda. Niektórzy historycy uważają, że początki tej pagody sięgają pierwszego tysiąclecia, to jednak brak na to przekonywujących dowodów. Pierwsze historyczne wzmianki o pagodzie pochodzą z początku XIX wieku.  W połowie XIX wieku Anglicy po zajęciu miasta zaczęli je gruntownie przebudowywać. Wtedy to Pagoda nagle znalazła się na przecięciu 2 głównych ulic miasta i w związku z tym jej znaczenie bardzo wzrosło. Od tamtego czasu pojawiało się coraz więcej legend związanych z początkiem pagody. Ja to miejsce staram się unikać. Jest zawsze bardzo brudne i nie oddziałuje dobrze na mój zmysł estetyczny. 


Sule Pagoda - centralny punkt Yangon

Niedaleko pagody zauważycie główne , kolonialne budynki reprezentacyjne - ratusz, budynek sądu i budynek pocztowy. Od 2 głównych ulic  Sule Rd i Maha Bandula Rd odchodzą mniejsze ulice dzielące sródmieście na sieć niemal równych prostokątów zorientowanych na kierunek południe -północ. Te prostokąty zabudowane zostały kamienicami w stylu będącym mieszanką architektury europejskiej i chińskiej. 


 29th street 

 29th street 

 29th street 

 29th street 
30th street

30th street -  samo centrum miasta, a jak widzicie śmieci wyrzuca się przez okno. Nigdy nie widziałem tu żadnej zwózki.


Wzdłuż głównych ulic na chodnikach w godzinach popołudniowych ludzie handlują czym tylko się da - jest to po prostu jeden wielki bazar. W pobliżu Sule z całą pewnoscią będziecie mieli do czynienia z ludźmi żebrzącymi, potrzebującymi wsparcia. Nie wierzcie szczytnym hasłom wielu organizacji charytatywnych, które uważają, że dawanie ludziom jałmużny jest niewłaściwą drogą, że lepiej poprzeć organizacje, które spożytkują lepiej wasze pieniądze, będą wspierały na przykład edukację. Co jednak komu po edukacji za wiele lat, jeśli nie dożyje końca tygodnia? Spotkacie tu dzieci wspierajacych w ten sposób rodzicó i często liczne rodzeństwo. Powiecie, że przeciez rodzice mogą pracować...a i owszem - jeśli tylko dostaną pracę, to pracują...na przykład przy załadunku w porcie za grosze, ledwo starczające ( a i to nie zawsze na zwykłą rekreację - i nie! nie mówimy tutaj o przyjemności, ale o odtwarzaniu zdolności do pracy). Niewiele jest miejsc na świecie równie biednych, jak to. 


Życie codzienne uliczek centralnych

Życie codzienne uliczek centralnych

Życie codzienne uliczek centralnych

Życie codzienne uliczek centralnych

Życie codzienne uliczek centralnych

Życie codzienne uliczek centralnych

Gdy zapuścicie się w uliczki wyznaczające wspomniane przeze mnie prostokąty, zobaczycie świat, który określony być może jedynie słowami Dantego..."porzućcie wszelką nadzieję Wy, którzy tutaj wstępujecie". W mieście, jak i w całej Birmie zupełnie nie działa system zwózki śmieci.  Znajdziecie ich więc całe góry pomiędzy kamienicami, na podwórkach, a w śmieciach szczury większe od waszych pekińczyków 10 centymetrowe , a w dodatku latające karaluchy w ilosciach przypominających gwiazdy na pogodnym niebie i wszelkie inne wyobrażalne, a często i niewyobrażalne robactwo. To nie jest przyjemny widok, za to gwarantuje, że po powrocie do domu docenicie w jakim świecie sami żyjecie.



Chinlon - tradycyjna birmańska gra piłką plecioną z rattanu. Wywodzi się z rodzaju tańca w którym piłkę odbijano głową i klatką piersiową stojąc w kole. Taniec przyjął sie w innych krajach Azji Południowej i ewoluował do gry poprzez siatkę. W takiej formie powrócił do Birmy.

Chinlon
Na uliczkach centrum miasta

Na uliczkach centrum miasta

Na uliczkach centrum miasta

Przez długie lata Birmańczycy mieli bardzo ograniczony dostęp do wiadomości - zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Omijali tę niewygodę montując anteny satelitarne. Połączenie z odbiornikiem przeprowadzano w taki sposób, że bez rozbicia ścian nie można było stwierdzić do którego mieszkania prowadzą przewody. Rozbijanie ścian zaś dawało czas na ewentualne pozbycie się dowodów.




 "Stoiska" targowe na chodnikach centralnych ulic miasta


Tak dorodne papaje to rzadkość



 Najlepsze miejsca w transporcie publicznym są na zewnątrz "autobusu". Tylko one dają pewną ochłodę.






 W południe kierowca autobusu musi odpocząć

Ten znak oczywiście nie jest "wynalazkiem" Trzeciej Rzeszy. Jego prapoczątki giną w mrokach dziejów. Z pewnością jednak był często używany od co najmniej 3 tysiącleci na terenie Indii. Czy wiecie, że nie znający zanad to europejskiej historii Birmańczycy uważają, że Hitlerowskie Niemcy to ci dobrzy...no bo przecież któż inny mógłby używać takiego symbolu? Stąd też często spotykałem motocyklistów w kaskach stylizowanych na chełmy Wehrmachtu z wymalowanymi  po bokach na biało-czerwonym tle swastykami.

Tak przeładowane rowery to codzienność na ulicach miasta




Myślicie, że ten autobus  dożywa już swoich dni? ...toż to zaledwie pięćdziesięcioletni "młodzieniaszek" :)
Tak przeładowane rowery to codzienność na ulicach miasta


Tak przeładowane rowery to codzienność na ulicach miasta

Tak przeładowane rowery to codzienność na ulicach miasta





Ratusz w Yangon

Dawny budynek poczty - obecnie Aya Bank

Dawny budynek poczty - obecnie Aya Bank
             Sąd Regionalny
Odpoczynek na ulicy.

 Centrum łączy nowe i stare

Scenki z centrum miasta

Scenki z centrum miasta

Poznajcie "street smart" Ruth - córkę Birmanki i żołnierza brytyjskiego z kolonialnego garnizonu. Ruth mówi kilkoma językami i zajmuje się namawianiem turystów do rozstawania się z niepotrzebnymi, lub tylko pozornie niepotrzebnymi rzeczami. Ruth w żadnym wypadku nie kradnie. Po prostu perswaduje,  a robi to z takim wdziękiem, że niejeden turysta jeszcze jej dopłaci, byle tylko zabrała sobie to , co zechciała, a najbardzie poszukuje wszelkiego rodzaju lekarstw, których brak w tym kraju ( bo Ruth jest też felczerem). Jeśli ją spotkacie - pozdrówcie ode mnie.

Żebranie o jałmużnę jest na ulicach miasta czymś normalnym. To nie jest żaden profesjonalny cyrk. Po prostu próba utrzymania się przy życiu przez tych, którzy zostali z niego wykluczeni. Nie oceniajcie więc ich apriori. Raczej pomóżcie tak, jak potraficie.

Kto ma tyle wdzięku co ja?
 ...może ja? :)

Ten chłopczyk zapewne myśli, że jest dziewczynką i przygotowuje się do swojej przyszłej roli :)

Pomiędzy ulicami Bo Soon Pat i 31st street znajduje sie w Yangon kościół katolicki pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela.

Na kilka dni przed świętami Bożego narodzenia chór śpiewa kolędy.


Powoli przechodzimy coraz dalej. Za centrum zabudowa jest już trochę luźniejsza. Jest też w mieście kilka niezwykle mu potrzebnych parków. Bagyoke przy Kandawgyi Lake już wspominałem w poprzedniej części. Tuż obok Shwedogon - Park Ludowy. W północnej części miasta znajdziecie największe na jego terenie jezioro Inya, a dookoła niego najlepsze adresy Yangon. Trochę dalej na wschód znajdziecie najnowsze dzielnice budowane głównie z myślą o administracji wojskowej reżimu. Wreszcie jakieś 25km od centrum zabudowa staje sie już na tyle niezwarta, że możecie powiedzieć iż jesteście już poza miastem. Mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi zapoznacie się chociaż trochę z tym 5 milionowym molochem i z jego problemami.



Wejście do Parku Ludowego
Pagoda Eain Taw Yar
Stylizowany na królewską łódź Karaweik Palace. Z daleka wygląda interesująco, ale czym bliżej , tym więcej jest tu socrealizmu. W środku jest droga, ale kiepskiej jakości restauracja, w której odbywają się pseudoludowe przedstawienia .
Chłopczyk


Największy wybór owoców jest w maju. Samych mango może byc nawet kilkanaście gatunków.



Sanktuarium jednej z pagód w Yangon

Jesteśmy już na obrzeżach miasta ( a może nawet poza nim-tego nikt nie wie). Życie jest tu nieco wolniejsze.



W środku dnia pagody zapewniają tak potrzebną odrobinę chłodu

Pagoda Buddyjska na obrzeżach miasta

Świątynia hinduistyczna na obrzeżach miasta

Świątynia hinduistyczna na obrzeżach miasta
Kiedy byłem w Birmie w roku 2008 na lotnisku Suvarnabhumi w Bangkoku miał miejsce strajk obsługi. Większość samolotów do Yangon i z powrotem jest obługiwana przez właśnie to lotnisko. Pobyt w Birmie ( niestety w samym Yangon) przedłużył mi sie wtedy o 9 dni. Kierowca, z którym jeździłem wtedy po kraju z własnej inicjatywy postanowił zrobić mi niespodzianke i zabrał mnie do tej świątyni ze zdjęcia. Niestety - dobre mapy Birmy nie były wtedy dostępne, a nazwa świątyni była dla mnie od początku nie do powtórzenia, a więc i nie zapamiętywalna. Dość wspomnieć, że to jedna z najświętszych świątyń i znajduje się jakieś 150 km od Yangon.




W kolejnej części zaprosimy Was na krótki spacer po małej hali targowej w pobliżu Świątyni Shwedogon.

34 komentarze:

  1. Powtarzam się - wiem, ale uwielbiam te Wasze portrety. Generalnie zdjęcia ludzi mogą pokazać, z czym się dane miejsce musi mierzyć, wszystkie emocje, problemy na twarzach tubylców.
    Nie zapomnę tej wszechobecnej biedy na ulicach birmańskich miast i miasteczek. I śmieci, wszędzie dookoła. Czasem mam wrażenie, że Birma to taki dawno zapomniany kraj, o którym mało się mówi, więc i świadomość jest żadna...A jest to kraj tak niesamowity i pełen wspaniałych, bezinteresownych ludzi, którzy każdego dnia walczą o to, by dotrwać do jutra, a jak Bóg da to może dłużej...
    Dziękuję Wam, że o tym piszecie. To ważne i niech historia tego miejsca idzie w świat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze trzeba pokazywac piękne miejsca,które odwiedzamy.Cudowne plaże,góry i pustynie.
      Czasami trzeba pokazac piekło.Bo Bóg chyba o Birmie zapomniał.
      Odwiedzając ten kraj uświadamiamy sobie,jak wiele mamy.No i na dodatek najczęściej tego nie doceniamy.
      Birmańczycy nie zasłużyli sobie na takie życie.Pobyt w Birmie porusza najgłębsze i najwrażliwsze struny naszej duszy.Zmienia nas, zmienia spojrzenie na świat i innych ludzi.
      Dziękujemy za komentarz i serdecznie pozdrawiamy-)))

      Usuń
  2. Super, że to pokazujecie. Zdjęcia jak zawsze piękne. Pokazałam je znajomemu z Sydney, stwierdził ze to są arcydzieła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy...niezwykle miło jest nam o tym czytać :)

      Usuń
  3. Pod zwojami kabli widać piękne kamienice, wiadać, że nie zawsze tak było. Podobne sceny widziałam w Delhi, po kablach skakały małpy, niemal po stopach przejeżdżały motocykle na chodnikach. Pierwszy kontakt z tłumem, biedą i tonami śmieci mnie przeraził.
    Rozumiem dobrze, że każdy chce wykorzystać okazję i poprosić turystę o jałmużnę. Jednak pomagałam tylko niektórym, bo inaczej musiałabym usiąść tam z nimi. Nie czerpię pociechy z tego, że żyje mi się lepiej, raczej dusi niemoc. Bardzo realistycznie pokazany świat, tak bardzo, że czuję się wstrząśnięta od samego oglądania. Zdjęcia jak zwykle rzucaja na kolana.
    Świątynie są piękne. A stragan z owocami przebija wszystkie europejskie. Pozdrawiam i dziękuję za podzielenie się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te kamienice powstały w czasie wielkiej przebudowy miasta z myślą o oficerach armii, urzędnikach wyższego i średniego szczebla, oraz o biznesmenach. W czasach kolonialnych były zadbane, działała zwózka śmieci. Niestety wraz z odejściem Anglików przyszły czasy walki o władzę, walk narodowowyzwoleńczych ( Birma jest zlepkiem różnych plemion i narodów). Najgorzej jest tu trafić na początku sezonu monsunów. Wtedy pierwsze ulewy wypłukują wszystko to, co nagromadziło się przez miesiące suche. Nie chcielibyście wtedy chodzić tymi ulicami :)
      Z kolei dla owoców warto przyjechać w maju, ale to rada wyłącznie dla tych, którzy uwielbiają saunę i to 24/7 :)

      Usuń
  4. Bardzo poruszający wpis. Odnajdujemy w nim też dużo podobieństwa do innych miejsc w Azji, np. w Kambodży, w Indiach czy na Filipinach. Podglądanie codziennego życia to jedna z ciekawszych stron obserwacji. Jednak bez przeżycia tego podróż traci na wartości. Piękne zdjęcia, a w podejściu do wielu spraw jesteście nam bardzo bliscy. Pozdrawiamy i dziękujemy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - już dawno zauważyliśmy, że mamy bardzo zbliżone podejście i poglądy do wielu aspektów :)

      Żeby mieć jakiś pogląd na kraj koniecznie trzeba się zapoznać z dniem codziennym mieszkańców. To oczywiście nie gwarantuje pełnego zrozumienia zależności, więzi i problemów, ale innej drogi nie ma :)
      Dziękujemy za wizytę i pozdrawiamy :)

      Usuń
  5. Jak zawsze piękne fotografie i cudne na nich światło. Jesteście bardzo dobrymi obserwatorami. Ulica, ludzie, architektura, wszystko fajnie wypatrzone i pokazane. Różnorodnie i ciekawie. Przerażają te warunki. Znam je wprawdzie z innych krajów, ale takich stosow śmieci nie widzialam nawet w Indiach. Strasznie smutne jest zdjęcie dziewczynki bez oka. Tez uwazam, ze powinno im sie pomagac w miare możliwości, zwłaszcza że tacy ubodzy ludzie cieszą sie ze wszystkiego.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękujemy Gabi! :)

      Ja wiele w czasie swoich podróży widziałem, ale centrum Yangon należy do najgorszych. Około 100 km na północny wschód jest miasto Bago,,,a tam jest jeszcze gorzej...znacznie gorzej, jeśli w ogóle potrafisz to sobie wyobrazić :)
      Co do pomocy - staramy się zawsze pomagać zarówno organizacjom, jak i indywidualnie. Drażnią mnie przemądrzali , tórzy pozjadali wszystkie rozumy i wieszczą wszystkim, że dawanie pieniędzy to nie pomoc, że to nie tędy...powinni to powiedzieć tej kobiecie ( to nie mała dziewczynka...miała wtedy ponad 20 lat). Daliśmy jej wtedy pieniądze i zrobilismy z nią rónież zakupy takie, jakie chciała...byłą bardzo szczęśliwa. Dzięki za poświęcony naaszej "galerii" czas.

      Usuń
  6. Przeczytałam tekst i obejrzałam zdjęcia z prawdziwym zaciekawieniem i zaangażowaniem. Jesteście jednymi z nielicznych (i za to na prawdę niesamowicie Was cenię),którzy zamiast pokazywać swoje usmiechnięte twarze (zasłaniając tym samym całą, istotną resztę) potraficie stworzyć wspaniały reportaż z podróży i pokazać odwiedzane miejsca z całym naturalizmem, który je definiuje. Brawo! Nie będę się powtarzać, jak Wasze zdjęcia działają na moje poczucie estetyki- to juz doskonale wiecie ;) z niecierpliwościa czekam na kolejne artykuły! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za obejrzenie zdjęć i wnikliwe przeczytanie tekstu.Dobry reportaż ma za zadanie dotrzeć do odbiorcy i wzbudzić w nim przemyślenia.Reportaż z tego miejsca powinien wręcz wstrząsnąć.Jeżeli to się udało, to dobrze.Bo najgorsza jest obojętność wobec biedy, choroby,nieszczęścia i losu tych ludzi.
      Pozdrowienia!!

      Usuń
    2. Ja to zawsze przeżywam, jak widzę ludzką niedolę... :( szczególnie porusza mnie bieda i zapomnienie staruszków. Dzieci też nie powinny mieć na stracie podcinanych skrzydeł. Dziwne czasy mamy, jedni nie wiedzą co z kasą robić i paradoksalnie chcą jeszcze więcej (choć starczyłoby im na kilka żyć) a drudzy rodzą się w biedzie i nie dostają nic na start. Bardzo do mnie przemawia Wasz blog o wszystko w nim zawarte. Wspaniały kontrast dla wszechogarniającej chały na blogach tzw. "młodych wilków".

      Usuń
    3. Dzisiaj jest moda na młodośc,radośc i brak kłopotów.Ludzie wolą jechac do kurortów i pławic się w luksusie.Zresztą chyba zawsze tak było.
      Nikt nie lubi biedy, chorób,nieszcześc,starości.Jeżeli się z tym spotyka, to omija z daleka.
      We wrażliwych sercach jest bunt i pytanie, dlaczego życie daje jednym tak wiele,a innych pozbawia środków do życia.Najgorsza jest obojętnośc.
      Pomagajmy,jak możemy,chociaż świata nie zbawimy.
      Lepiej chyba miec mniej na koncie,a więcej w sercu.
      Pozdrowienia!

      Usuń
  7. Nie będę pisać, że świetne zdjęcia, bo to każdy pisze (choć to zupełna prawda) ;)
    Zapiszę za to, że ja oglądając zdjęcia z tak odległych i biedniejszych krajów zaczynam doceniać to co mam. Bo niby mówi się, że u nas jest tak sobie, ale mamy jednak służbę zdrowia, mimo iż nieco kulawą, w centrach naszych miast nie walają się tony śmieci a w naszych kranach płynie czysta, zdatna do picia woda, której mamy pod dostatkiem. Zawsze fascynuje mnie to, że ludzie z biedniejszych państw cieszą się z tego co mają (a jak nie mają, to użyją subtelnej siły perswazji ;) ) i na zdjęciach zawsze są uśmiechnięci. Gdyby zrobić taki reportaż z Polski, to już by tak wesoło nie było... Jest nad czym się zastanowić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy służbę zdrowia, mamy wody pod dostatkiem,śmieci są wywożone.
      Fakt.My tego nie doceniamy.
      Brakuje nam uśmiechu, polskie ulice są smutne, nie pozdrawiamy się, tylko narzekamy na wszystko.
      Na pogodę, na sąsiadów, każdy powód dobry.
      Birmańczycy,chociaż biedni, uśmiechają się.To ludzie pracowici i pełni pokory.Z godnością przyjmują to,co zesłał im los.Oni cieszą się z najmniejszej rzeczy i tego,co mają.My tego nie potrafimy.
      Dziękujemy bardzo za komentarz i pozdrawiamy serdecznie-))

      Usuń
  8. Azja wciąga można się od niej uzależnić .. ja uwielbiam .. właśnie odliczam do kolejnej azjatyckiej wyprawy .. świetna relacja .. zapisuje i będę się inspirować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, Azja uzależnia.
      Bardzo lubimy tę częśc świata.Życzymy miłej wyprawy!
      Pozdrowienia-)

      Usuń
  9. Azja jest przepiękna. Z jednej strony przepiękne widoki, zabytki, genialne jedzenie i mili ludzie, a z drugiej strony bieda :/

    OdpowiedzUsuń
  10. To jest dopiero życie... A co niektórzy z nas tak, swojego nie nawiedza i narzekają od rana samego już jak to im nie dobrze i źle...
    Samo życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wielu z nich należy wysłać w ramach urlopu do biednych krajów, to zmienią swoje nastawienie do życia.
      Pozdrowienia Aniu!

      Usuń
  11. Niesamowite zdjęcia choć opis też cudownie przenosi w tamto miejsce. Jestem zachwycona i mam pytanie odnośnie portretów; pytacie ludzi o zgodę czy robicie zdjęcia z odległości i tak aby zostać niezauważonym (choć patrząc na Wasze portrety wydaje mi się to niemożliwe). Ja mam z tym wielki problem bo nie lubię zdjęć z ukrycia (wydają mi się trochę kradzieżą) a zwyczajnie krępuje się zapytać ludzi o zgodę.
    A wracając do wpisu to zawsze przeraża mnie na świecie zarówno ten brud jak i bieda. Kocham Azje ale mam miękkie serce i muszę się pilnować, żeby nie rozdać wszystkich pieniędzy. Ale staramy się w podróży wesprzeć lokalną ludnosc czy to korzystając z ich usług czy kupując u nich zamiast w dużych marketach czy sklepach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ogół nie pytam ludzi o zgodę...takie pytanie kończy się natychmiastowo sztywnym pozowaniem. W zasadzie po późniejszych reakcjach widzę, czy jest to ok, czy też nie. Głośne "dziękuję" po focie w lokalnym języku na ogół wszystkich rozbraja. Czasem jednak, gdy patrzą na mnie po prostu podnoszę aparat i uśmiecham się...ci, którzy nie chcą odwracają się. Nie robię zdjęć z ukrycia. Są dla mnie nieciekawe. To technika detektywów, a nie fotografików :) Jeśli brakuje Ci śmiałości, to zacznij od zdjęć dzieci. Nigdy w Azji żaden rodzic nie miał nic przeciwko temu.
      Dziękujemy za odwiedziny i pozdrawiamy!

      Usuń
  12. Świetna relacja na moment przeniosłam się do tego innego dla nas świata. Podobnie jest w Nepalu, ale Birma wydaj się być zdecydowanie bardziej zaskakująca w pewnych kwestiach

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzeczywiście widać ubóstwo i ten brak wywózki śmieci. Ale jednocześnie Wasze zdjęcia przekazują też całą gamę emocji tych ludzi, między innymi zwykłą radość. Pięknie uchwycone.

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowita relacja, wspaniałe zdjęcia ! Prawdziwe życie na ujęciach !

    OdpowiedzUsuń
  15. Zdjęcia jak zawsze powalające!

    Nie wiedziałem skąd te swastyki niemieckie kiedyś zauważyłem je fotografiach Dzięki za objaśnienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa-).
      Cieszymy się, że nasze informacje się na coś przydały.
      Pozdrowienia!

      Usuń
  16. Nie znoszę wszelkiego robactwa, brudu i smrodu. Gdyby teraz kazano mi żyć w takich warunkach jakie opisujecie, z pewnością targnęłabym się na swoje życie.
    Ciekawa jestem zabudowań wokół jeziora Inya, masz Marku, jakieś zdjęcia z tamtych miejsc?

    Wracając na ulice...29 i 30-tą. Podobne ilości kabli widziałam w Irlandii, nie mogłam w to uwierzyć, że w europejskim państwie może istnieć coś tak paskudnego :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezioro Inya i jego okolice były w czasie , kiedy odwiedzałem Birmę dosyc specyficzne. Po pierwsze sporo było tam domów dygnitarzy, po drugie to właśnie tam więziono Aung San Suu Kyi. To wystarczyło, by raczej nie próbować wyciągania aparatu w jego pobliżu. Niektóre części jeziora były terenami rekreacyjnymi dla bogatszej części społeczeństwa. Całość z fotograficznego punktu widzenia nie bardzo ciekawa...no i tutaj konkretna odpowiedź - nie mam :)
      Z Irlandia zaskoczyłaś mnie całkowicie. Nie sądziłem, że to w ogóle możliwe w Unii :)

      Usuń

Copyright © 2016 Hooltaye w podróży , Blogger