Iran-Spacer po Isfahanie

szisza,dym,palacz,herbaciarnia,Isfahan,Iran
Dodaj napis

         
     Isfahan oferuje niezliczoną ilość atrakcyjnych zabytków. Niestety wstęp do większości z nich jest płatny.Turyści z poza Iranu płacą za bilety wstępu o wiele więcej niż Irańczycy i jeżeli będziemy chcieli dużo zobaczyć, uzbiera się niezła sumka.Tak jest w całym Iranie, często do przysłowiowej kupy kamieni, trzeba wykupić bilet.

Poza placem Naqsh-e-Jahan i skupionych wokół niego budowli, warto udać się na spacer do starszej części miasta, która zaczyna się tuż za meczetem Jameh.W plątaninie prawie pustych uliczek zobaczymy liczne minarety, pozostałość po stojących tu kiedyś meczetach, natkniemy się na bardzo liczne warsztaty i zwykłych mieszkańców miasta. Najstarsza część Isfahanu to istniejąca od IV wieku dzielnica żydowska.Większość Żydów wyjechała do Izraela, dzisiaj żyje w dzielnicy około stu żydowskich rodzin. Mają swoje kramy wokół ciągle istniejących synagog.

Ciekawostką jest grobowiec szejcha Abu Abdullacha, przyozdobiony dwoma minaretami.Stały się turystyczną atrakcją.Wprawienie w drganie jednego z minaretów sprawia, że zaczyna poruszać się drugi. Do "trzęsących" się minaretów trzeba dojechać na zachodni kraniec miasta.

Po śniadaniu w hotelu, którego wnętrze wyglądało jak jakiś pałac, poszliśmy  ponownie zwiedzać miasto.

Poniżej kilka zdjęć z hotelu

hotel,korytarz,Isfahan

Hotelowy korytarz

stołówka,hotel,Isfahan

Śniadanie w hotelu

                             
         
                     Zdjęcia z naszej pierwszej podróży do Iranu.Najstarsza dzielnica Isfahanu.









                                           
                                                      Powyżej  "trzęsące się minarety"     



Trafiamy do małego meczetu.Naszą uwagę zwraca obraz na ścianie.Restauracja tego muralu natychmiast przypomniala nam pewien słynny już fresk w Portugalii
http://natemat.pl/28869,cecilia-gimenez-autorka-renowacji-fresku-jezusa-zwanego-rozmazanym-albo-ziemniakiem-rozslawila-miasteczko-borja



                 To imam meczetu i restaurator muralu - niezwykle dumny ze swojego dzieła :)












     Kiedy zmęczymy się zwiedzaniem, warto odwiedzić jedną z licznych restauracji lub herbaciarni. Najlepiej zobaczyć i jedno i drugie.

Jadąc do Iranu pierwszym razem, nie mieliśmy pojęcia o irańskiej kuchni.Okazało się, że jedzenie jest tanie, urozmaicone i zdrowe.Nie wszystko okazało się tak smaczne, jak myśleliśmy. Podróże są po to, aby spróbować lokalnej kuchni.

Jak pisze przewodnik Lonely Planet: "Na długo, zanim ludzie zaczęli powszechnie dbać o linię, mądrzy Persowie doszli do wniosku, że dobra dieta nie powinna zawierać nadmiaru tłuszczów, czerwonego mięsa, skrobi czy alkoholu - bo te rzeczy zmieniają ludzi w złych, samolubnych brutali. Natomiast zaleca się jedzenie owoców, warzyw, kurczaków i ryb - jedzenia ludzi delikatniejszych, bardziej godnych szacunku."

Kuchnia Iranu jest zróżnicowana, ale ogólnie można powiedzieć, że jest to kuchnia oparta na świeżych produktach, ziołach, jarzynach, owocach. Sok z granatów, syrop z płatków róży damasceńskiej, orzechy oraz aromatyczne przyprawy, to kwintesencja irańskiego smaku. Podstawą wyżywienia przeciętnego Irańczyka jest ryż,czyli berent, serwowany niemal do każdego posiłku. Rozległe pola uprawne ryżu znajdują się w Gilanie, leżącym na północy kraju. Region ten znany jest także z rybołówstwa oraz produkcji jednego z najlepszych kawiorów na świecie, pozyskiwanego z jesiotrów wyławianych z Morza Kaspijskiego. Kawior to luksus, ale ryby są jednym z podstawowych składników kuchni w regionach na północy i na południu kraju.

Śniadania jadaliśmy w hotelach i były one w zasadzie wszędzie takie same. Chleb, jajko na twardo, ser feta, który jest bardzo smaczny, surowa cebula i pomidory oraz jogurt w pudełeczku.Do picia herbata lub sok.Jednym z podstawowych produktów jest chleb.Wygląda on jednak zupełnie inaczej niż sobie wyobrażamy.Jest go wiele rodzajów, najczęściej spotykany to: gruby, który nazywa się sangag i cieńki-naan– płaski chleb drożdżowy z białej mąki pochodzenia środkowoazjatyckiego, w kształcie dużej kropli, pieczony w specjalnym cylindrycznym piecu – tandoor.Irański chleb jest bardzo smaczny, najlepiej prosto z piekarni, jeszcze ciepły.Tam gdzie chleb jest najsmaczniejszy, przed piekarniami ustawiają się kolejki.Początkowo nie wiedziałam, jak się go je.Zwyczajnie odrywa się kawałek, a to co jest do chleba wkłada do środka i zawija. Je się palcami.W każdej jadłodajni, czy restauracji jest miejsce, gdzie można umyć ręce, bez potrzeby wychodzenia do toalety.Dla tych ,którzy nie są związani z tradycją, dostępne są sztućce.

Jadaliśmy też u zwykłych ludzi, niby to samo, ale smakowało wybornie.Najmilsze wspomnienia mamy z Mashhad, gdzie u rodziców Adela jedliśmy najpyszniejsze irańskie dania.

Na obiad najczęściej jest kebab z ryżem lub chlebem oraz warzywami, częstym dodatkiem jest surowa cebula, pomidory i zupa na przystawkę.Zupy często są z soczewicy lub jęczmienia.Irański kebab niech się Wam nie kojarzy z tureckim, to zupełnie co innego.Kebab jest z mielonego mięsa, lub z mięsa pociętego na kawałki.Wygląda jak szaszłyk na drewnianych patyczkach.Z baraniny był przepyszny. W Iranie kebab podaje się zwykle pokropiony przyprawą z drzewa octowego. Z chlebem smakuje wybornie, do tego często podawana jest sałatka ze świeżej bazylii.Do picia schłodzony ayran, czyli coś w rodzaju kefiru, ale z wodą lub wodą sodową.Z dodatkiem mięty i czosnku jest rewelacyjny.Kebaby są też z kurczaka.Bywają 30-centymetrowe i wtedy podaje się je na długich talerzach.Najlepsze kebaby jedliśmy w bardzo taniej knajpie w Yazd.

Prawdziwym przysmakiem oprócz dizi (danie opisane przy podróży do Hamadan) są kufteh, czyli kuliste kotleciki przyrządzane z mięsa mielonego – głównie jagnięciny, ryżu i ziół.Inne dania to baqala qatoq – popularny na północy duszony bób z czosnkiem szczypiorkiem i jajkami, mirza-qasemi – smażony miąższ bakłażana z pomidorami, khoresz ghaimeh – potrawa z jagnięciny, soczewicy, pomidorów, podawana z ryżem.
Wieprzowiny nie ma,wołowina jest bardzo rzadko.Najczęściej spożywa się baraninę i drób.

Iran znany jest także z uprawy oliwek i z bardzo aromatycznej i intensywnej w smaku oliwy. Dodaje się ją do rozmaitych potraw, często marynuje się w niej czosnek, którego w kuchni irańskiej nie może zabraknąć, a także oliwki wraz z pestkami granatu. Najwięcej gajów oliwnych znajduje się w Rudbarze. Za kuchnię najbogatszą w rozmaite smaki i tym samym najlepszą uznaje się kuchnię Isfahanu.
Iran to niepowtarzalna woń, to mieszanka typowych irańskich przypraw – szafranu, mięty, kurkumy, cynamonu, kolendry i kminku – które sprawiają, że potrawy w Iranie mają tak wyjątkowy smak i aromat.

Wybór soków jest duży, rewelacyjny jest sok ze świeżych granatów.Po raz pierwszy w Iranie piliśmy go bez dodatku cukru.Alkoholu nie ma, jest tylko bezalkoholowe piwo, najczęściej słodkie i trzeba dużej wyobraźni, żeby zaszumiało w głowie-).Owoców jest dużo i wybór jest ogromny.Ważne,aby je myć przed spożyciem.

Restauracje są przepiękne, w tle słychać orientalną muzykę, ściany zdobią obrazy, witraże, dywany i wszelkiego rodzaju antyki i do tego jest nastrojowe oświetlenie.To wszystko sprawia, że się chce się tam przebywać.Restauracje i maleńkie restauracyjki mają stoliki i krzesła jak w Europie.Najważnieszym elementem wyposażenia perskiej restauracji jest tachta, czyli wyścielony dywanami podest dla biesiadników, na którym zarówno się je jak i po posiłku wypoczywa.Można zjeść, napić się herbaty, wypalić szisze i zasnąć.Szisza w Iranie to nie jakieś podejrzane zioła, to różne rodzaje tytoniu, suszone jabłka, banany….Ludzie nie przychodzą tu jeść w pośpiechu.Posiłek to celebracja, rozkoszowanie się jedzeniem, rozmowa.Nikt tu nie patrzy na zegarek.Kiedy byliśmy w maju, dopiero późnym wieczorem całe rodziny wybierały  się do restauracji, łącznie z maleńkimi dziećmi.Wieczorem nie ma już upału.

W menu  niektórych restauracji są europejskie dania, ale nie po to się tam jedzie, aby zjeść sznycel po wiedeńsku.
W czasie pierwszej podróży zostaliśmy również zaproszeni do domu irańskich studentów.Adel przygotował kolację, podobno to jakieś tradycyjne danie z północnego wschodu, ale w studenckim wykonaniu chyba straciło wiele oryginalnego smaku.Dla nas było niestrwane, ale z grzeczności zjedliśmy.Nawet uczył mnie gotować, niestety pamiętam tylko okropny smak potrawy.

Poniżej kilka zdjęć z restauracji.


















Powyżej Clint i Fateme,nasi irańscy znajomi.Zdjęcie zrobione w czasie pierwszej podróży do Iranu w jednej z restauracji.


Dawniej w Iranie, tak jak we wszystkich krajach Bliskiego Wschodu, pijano głównie kawę, jednak od kilkuset lat zaczęła upowszechniać się herbata i to ona stała się podstawowym napojem.

Herbata to narodowy napój Irańczyków.Przygotowanie jej to prawdziwa celebracja.Smakuje nawet w największy upał.Samo przygotowanie jej jest inne niż w Europie.Mnóstwo liści wrzuca się do dzbanka i zalewa wrzącą wodą, zostawia na minimum 15 minut i przygotowuje esencję, którą potem wlewa się do małej filiżanki (maksymalnie do 1/5 całości) i rozcieńcza wrzątkiem przygotowanym w samowarze.Tradycyjnie nie używa się do herbaty normalnego cukru.Są skarmelizowane kostki, które podaje się osobno.Taką kostkę zanurza się częściowo w herbacie, kładzie na język, albo trzyma w ustach przy policzku i spokojnie popija herbatę.

Bardzo popularne jest picie herbaty w plenerze.To taki irański grill, w sensie spotkania towarzyskiego.Grupy ludzi siadają na przyniesionych przez siebie dywanach, rozścielanych na trawnikach i chodnikach.W samowarach parzy się herbata, a czas spędza na rozmowach i recytowaniu poezji.
Niezwykle popularne są czajchany, czyli herbaciarnie , wręcz oblężone.Podaje się tam czaj, czyli herbatę i do tego słodycze.


                   Poniżej jedna z herbaciarni na piętrze, obok meczetu Szejcha Lotfollacha.




Słodycze to osobny rozdział-)

 Znajdziemy w Iranie bakławę, różnego rodzaju nugaty i chałwy, oraz setki innych produktów.Jest tu ogromna ilość cukierków i ciasteczek.Widzieliśmy na bazarach oblężone stoiska z łakociami.To samo jest w sklepach, nie wiadomo, co wybrać.Słodycze są ślicznie opakowane ,wyeksponowane i kuszą-). Są bardzo dobrym pomysłem na prezent.W sklepach można dostać zam-zam , czyli irańską coca-colę.Home coco to coś w rodzaju budyniu i bitej śmietany, sprzedawany w sklepach w małych pojemniczkach.
Mimo pochłaniania ogromnej ilości słodyczy, Irańczycy są szczupli.Bardzo rzadko można spotkać otyłe osoby.

Tradycyjny irański Sohan - składniki:

150 gram drobnego cukru,3-4 pełne łyżki gęstego miodu,100 gram oleju,1 łyżeczka szafranu,50 gram migdałów,100 gram pistacji.Sposób przygotowania:Migdały umyć i drobno posiekać. Pozostawić do wysuszenia. Drobno posiekać pistacje. Wymieszać cukier z miodem i olejem. Gotować na dużym ogniu. Mieszać od czasu do czasu do czasu, aż cukier się roztopi i zbrązowieje. Do gotującej się mikstury dodać migdały, gotować, aż się ozłocą. Nie należy za dużo mieszać masy. Rozpuszczony w niewielkiej ilości gorącej wody szafran dodać do gotującej się mieszanki. Posmarować blaszkę olejem. Na próbę wziąć niewielką ilość gotującej się masy i położyć na blaszce. Jak szybko zgęstnieje, to znaczy, że masa jest już gotowa, jeśli nie to zmniejszyć gaz i troszkę podgotować. Wykładać masę na blachę w niewielkich ilościach i w odstępach od siebie. od razu po wyłożeniu na blachę posypujemy Sohan pistacjami. Odstawiamy masę do ostygnięcia i zastygnięcia. Ściągamy sohan z blachy za pomocą noża. Przechowujemy w szczelnie zamkniętym pojemniku.

Kuchnia irańska była dla nas niesamowitym przeżyciem, nie tylko kulinarnym, ale i duchowym.Korzystałam z moich wspomnień i internetowych stron, między innymi ze strony www.kuchniaplus/kuchnioteka/artykuly/kuchnia
Przepisy na irańskie potrawy można znaleźć na stronach Internetowych: Persian Recipes lub blogach - Turmeric & Saffron oraz My Persian Kitchen.

Zapraszamy  jeszcze do wyjątkowej herbaciarni.Mieści się tuż przy placu Naqsh-e-Jahan.Dojść tam można wąską, boczną uliczką.Wchodzi się przez bramę ,a potem ciemym korytarzem.Klimat i wnętrze tej herbaciarni jest niesamowity.Podczas pierwszej podróży zaprowadzili nas tam Irańczycy, tym razem trafiliśmy sami.Niestety lokal troszkę stracił na wizerunku, ale i tak warto tam zajrzeć.Owszem wisi tabliczka, że nie wolno robić zdjęć, ale dostaliśmy pozwolenie.











Po całym dniu zwiedzania, czeka nas jeszcze spotkanie z Fateme.Poznaliśmy ją podczas pierwszej podróży.Fateme wynajmuje z koleżankami mieszkanie w Isfahanie.Wcześniej przychodzi do nas do hotelu.Do miejsca, gdzie mieszka jedziemy bardzo długo i w ogromnym korku, chociaż odległość nie jest duża.
Zostajemy ugoszczeni pyszną kolacją.Przychodzi również ich kolega.Rozmowom i wspomnieniom nie ma końca.Dziewczyny  zdejmują szale i z dumą prezentują przepiękne włosy.Szkoda,że muszą je ukrywać pod szalami.Zresztą włosy spina się dużą spinką, a szal wisi zaczepiony na tej spince, więc i tak dużo widać.
Isfahan to miasto pięknych, młodych kobiet.Iranki są wyjątkowo urodziwe.








Późnym wieczorem żegnamy się z Fateme i koleżankami.

Na zewnątrz jest mroźno i pada śnieg.Wracając postanawiamy zajrzeć na słynne  i piękne mosty.
Mimo późnej pory, spory ruch na ulicach, tysiące Irańczyków spaceruje i bawi się śnieżkami.Słychać śmiech i pisk dzieciaków.
Robimy kilka zdjęć i wracamy do hotelu.

Mosty spinają rzekę Zajande.Piękno tej rzeki opisywane jest w niezliczonych wierszach.
Dzisiaj z powodu coraz bardziej suchego klimatu i złej gospodarki wodą w całym Iranie, w rzece nie zawsze jest woda.Czasami spuszcza się ją z wyżej położonych tam.
My mieliśmy szczęście w czasie naszej pierwszej podróży w maju i obecnie w grudniu.Woda w rzece była i to sporo.
Mostów jest 11.Cztery z nich to historyczne mosty o konstrukcji arkadowej. Najdłuższy to  298-metrowy most 33 Łuków. Zamknięty dla ruchu kołowego.Jego budowę zlecił w 1602 r. Allahwardi Chan, wódz szacha Abbasa I. Przez oparty na 33 łukach most biegnie droga, którą z obu stron osłaniają zdobione arkadami ściany.
Za najpiękniejszy z isfahańskich mostów uznaje się  most Khaju. Zbudowano go około 1650 roku na polecenie szacha Abbasa II. Twórcy wzorowali się na moście 33 Łuków. Dwupiętrową arkadową konstrukcję oparli jednak na skalnej platformie podzielonej śluzami, przez które przepływa woda rzeki Zajande. Ponoć szach uwielbiał oglądać zachód Słońca z oktagonalnego pawilonu na środku mostu.
Oba mosty nie tylko pozwalają przekraczać rzekę Zajande, ale służą też jako tamy, dzięki którym mieszkańcy Isfahanu kontrolują poziom jej wód, o ile w rzece jest woda.
Na mostach toczy się życie, szczególnie wieczorami.Nie ma klubów, ani dyskotek.Młodzi muszą gdzieś wyjść. Można pod most;) albo na most.My też tam się udaliśmy.To ulubione miejsce spotkań mieszkańców Isfahanu.W czasie naszej pierwszej podróży byliśmy wtedy jedynymi zagranicznymi turystami i wzbudzaliśmy sporą sensację.

W kulturze irańskiej most ma wyjątkowe znaczenie, nie tylko pozwala przejść na drugi brzeg, ale przede wszystkim łączy.Tu się spotyka, spaceruje, siedzi, pije herbatę, czyta poezję, śpiewa.Między mostami na brzegach rzeki ciągną się parki.Isfahan to najbardziej zielone miasto w Iranie.

Poniżej zdjęcia z dwóch podróży,majowej i grudniowej.















  





















18 komentarzy:

  1. Jak milo...az sie lezka w oku zakrecila. Macie szczescie - ja bylam w Isfahanie 4 razy a rzeki nigdy nie widzialam... W tym roku w ogole nie bylo wody, nawet na wiosne.
    Pozdrawiam. Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Justynko...miło,że zajrzałaś.My byliśmy trzy razy i woda była.Czytałam wiele relacji i w każdej brak wody w Zajande.No to chyba mieliśmy szczęście.Przepięknie jest wtedy na mostach i parkach nad rzeką.Tłumy radosnych ludzi, oni potrafią się cieszyć.
      Pozdrowienia :-)

      Usuń
  2. Irenko jestem pod wrażeniem tych miejsc a jeszcze bardziej zdjęć :) są piękne i dla mnie jesteście mistrzami fotografii :)
    super :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękujemy za miłe słowa :-)
    Iran to fascynujący kraj,gościnny z pięknymi zabytkami.Bardzo fotogeniczny i jest tam co zwiedzać.
    Pozdrowienia Aniu :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepiękne zdjęcia! I ta herbaciarnia! Pyszną herbatkę piłam w Turcji - też podaje się ją w miniaturowych szklaneczkach. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękujemy!
      Herbaciarnie w Iranie są bajkowe,wyjątkowe,mistyczne.
      Pozdrawiamy :-)

      Usuń
  5. Już od dawna przeglądam loty do Iranu. Może uda się trafić coś ciekawego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno,lotów do Iranu jest bardzo dużo.
      Życzymy dobrego wyboru.
      Pozdrawiamy :-)

      Usuń
  6. Kuchnia irańska przypomina mi kuchnię egipską, już wiem, że by mi smakowała :) A wnętrza restauracji wyglądają jak pałace, przepiękne :) Kręci mnie Azja i chętnie pojechałabym do Iranu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam kuchni egipskiej.
      Oboje lubimy kuchnię marokańską, japońską,czy pikantną kuchnię azjatycką.
      Restauracje są rzeczywiście przepiękne.
      Iran czeka,tylko jechac.
      Dziękujemy i pozdrawiamy-)

      Usuń
  7. Uwielbiam Iran, to piękny kraj pełen serdecznych ludzi.
    Isfahan wspominam w sumie najmniej spektakularnie ze wszystkich miejsc, które widziałam :-))
    Ale kawał fajnej historii opatrzony zdjęciami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iran jest wspaniałym krajem.
      Nam zdecydowanie bardziej podobało się stare miasto w Yazd.
      Dziękujemy i pozdrawiamy-)

      Usuń
  8. Przepiękne zdjęcia i bardzo staranny ciekawy opis. Dzięki takim prezentacjom aż chce sie pojechać i zobaczyć to wszystko na własne oczy, o smakach nie wspomnę, a zdjęcia z knajpek tak wiernie oddają klimat, ze aż tutaj czuje ich zapach.
    pozdrawiam
    Gabi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabrysiu...dziękujemy bardzo i pozdrawiamy!

      Usuń
  9. no i zapomnialam się podpisać,
    Gabi

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Hooltaye w podróży , Blogger